Poezja

Poezja mojego przyjaciela Przemysława Bortnowskiego. Utwory utrzymane są w tematyce przebudzenia i powrotu do swojego wewnętrznego Źródła, czyli Serca.

Wiersze pochodzą z tomiku pt. „Serce”.

Przebudzenie

Obudziłem się o świcie
a noc długa to była
Lata całe wciąż mijały
wieki i eony
Wieczność stała się ciemnością
kosmos martwą ciszą był
I wszystkie gwiazdy zgasły
a nadzieję czarne dziury zjadły
Miłość stała się legendą
z dawnych zapomnianych Dni

Lecz teraz świt nastaje
w moim domu budzi mnie
śpiew, krzyk Matki Gai
że to koniec
że skończyło się
i złe sny rozwiały się
bo Jej głos przenika mnie

Teraz wstanę
i powietrza wezmę łyk
Światłem tym nacieszę się
za Twą rękę wezmę Cię

Nocne rozgwieżdżone niebo
w mroźny zimowy wieczór

Szum wiatru w konarach
 i rzeki wśród kamieni

Na rozgrzanej łące
wibrujące powietrze

Zapach polnych kwiatów
 i świeżo ściętej trawy

Ptak śpiewający o świcie
polny świerszcz wieczorem

Daleki śmiech dzieci
na jakimś placu zabaw

Zachód słońca w jej oczach
oddech na ramieniu o świcie

Krążące na jesiennym niebie
ptaki odlatujące za morze

Deszcz stukający o rynnę
dotyk Słońca na twarzy

Błękit nieba w kałuży
gwiezdny promień w Duszy

Pierwsze płatki śniegu
i przedwiośnia tchnienie

Po upalnym dniu
wieczoru wytchnienie

W elektromagnetycznym
 polu Naszych Serc

Cały majątek
na wieczność zapisany

Opluta i wyśmiana
zgwałcona i skopana
skrzywdzona, porzucona
zraniona, zapomniana
pijana, przy  drodze leżąca
w jakimś zaułku płacząca
chora w szpitalnej sali
w więziennej celi schowana
zduszona, zatruta, złamana
zakuta, zdradzona, nieśmiała
cicha i milcząca
w beznadziei trwająca
w ciemności czekająca
do białego rana
niewinnie ukrzyżowana
Miłość
Ty zawsze Jesteś
Piękna, Nieśmiertelna
Wspaniała…

To już koniec mordowania, zabijania
płonących stosów i ukrzyżowania
To już koniec
księcia i żebraka roli odgrywania
wojen i pokoju czasów przeżywania
Żołnierzy w świetle księżyca skradających
w kurzu bitewnych pól umierających
Już koniec kursu Wszechświata  ku zagładzie
odwracania
w kole Narodzin i Śmierci uwikłania
Już kończy się historia dawnych lat
W naszych Duszach zaklętej starej Ery czas
To wszystko już minęło i umarło w nas
Teraz rodzi się… Nowego Świata blask

Kosmiczna Fala

Nowa fala energii
jak szept przez Galaktykę
rozchodzi się
Nowa fala energii
jak szept woła
Kocham Cię, całą przeszłość wybacz mi
usłyszy mój szept, usłyszysz mój krzyk
Kto usłyszy ten szept ?
że Ziemia ze Słońcem
znowu kochać się chce
Jednością być chce…

Gra już dawno ustawiona
przez światła siły i ciemności
co na tę chwilę zapomniały
o swej odwiecznej jedności

Karty dawno już rozdane
w rękach ostatnie trzymamy

Nasz los w Gwiazdach zapisany
Z dawien dawna przewidziany

Kto przeżyje, kto zginie
nie ważne to banały

Kto Serce swe odnajdzie
ten uratowany

Nie wierzę magikom od lewitacji
ani hipnotyzerom od samopoczucia dobrego
kodom trzydziestym trzecim, nawet i trzydziestym czwartym
datom i programom nie wierzę

Kamieniu przydrożnemu wierzę
chórowi świerszczy wieczorem
i drzewu cierpliwemu
śpiewowi ptaków nad ranem

Czemuś w sobie wierzę
czego określić nie potrafię
choć wiem i czuję, gdzieś tam jest
choć uchwycić nie mogę

Czemuś, co zakłamać się nie da
ani sfałszować żadną struną cienia
co samym światłem jest tylko
i prawdą co przenika

Aż przestrzeń pęka
rzeczywistość rozsadza
rozdziera Duszę
że aż Serce płonie

Poza ten dźwięk wyjść
unieść się
Usłyszeć Matki Ziemi Jądro
jak infra dźwiękami rozchodzi się
falami Miłości obmywa
i otula Nas
Jak Ojciec Słońce
ultra dźwiękami przenika
i dotyka Nas
W wieczności dźwięki te połączyć
połączyć w ogniu Serca swym
w wodzie Ducha co bezdenna
w Eterze co nienazwany jest

Pieśń Gai

Tyle nocy spałam
ze złamanym Sercem
wypatrując Ciebie Mężu Słońce
tyle nocy czekałam
aby połączyć się z Tobą
w galaktycznej fali
poprzez noc najciemniejszą
ziemię w jądrze najgorętszą
czekałam zawsze na Ciebie
widziałam Twą twarz na niebie
choć złamałeś mi sny wszystkie
choć złamałeś Serce
Teraz wiem i wybaczam
i Ty także wybacz mi
i obejmij teraz mnie
w moich oczach rozgość się
bądź jak odbicie Miłości
bez luster i ciężaru czasu
teraz
na zawsze
i na całą wieczność…

Tańczę w ciemności
jak odwieczne światło
a każdy cień
nauczycielem moim

Rozbrzmiewam w ciszy
jak odwieczny dźwięk
a każdy fałsz
zamieniam w harmonię

Miłości światłem
rozpraszam mrok
muzyką Serca
pustkę w Duszy mojej

I choćbym zwątpił w siebie
zatracił w mrocznych pożądaniach
i automatem bez Serca był
Zagubił w historii babilońskiej
lub na bankiecie życia upił się
Na balu przebierańców twarz swą stracił
Walką w zbyt wielu bitwach zmęczył się
To znajdziesz mnie
Duszo moja
tak jak ja znajdę Ciebie
i w końcu poczuję
co Prawdą Jest
że Ja kocham Ciebie
i Ty kochasz mnie…

Programy

Pływając w za ciasnym basenie
co Morze imituje
Patrząc w mały ekran
co rzeczywistość naśladuje

Jakiś facet we mnie
każdemu dał by w gębę
z więzienia 3D tylko go wypuścić
takie ma programy

Moja Pani zatroskana
nad dzieckiem w kołysce
w cichej rozpaczy czeka
na  nadziei spełnienie

Oboje zgodnie w mej Jaźni
swój program wykonują
na Jego wybaczenie czekają
Jej cierpliwości oczekują…

Na Strunie Światła
swoje Życie zagrać
od Początku do Końca
w jednym Dźwięku
Narodziny i Śmierć
wyrazić
W Jednym biciu Serca
Oka mgnieniu
ująć Wszystko
nie ujmując niczego

Być jak Gai plażą rozgrzaną
na falę morską z tęsknotą czekającą
Jej starożytnym oddechem
w szumie wiatru zaklętym
Mistycznym ogniem wulkanów
lawą po zboczach spływającym
Żyłami wszystkich rzek Świata
srebrnym strumieniem płynącym

Jak łabędź, co się do lotu zrywa…
Jak tygrys, co się w wodę rzuca…
Jak czarny brat lampart
na drzewa gałęzi przyczajony
do ostatniego…
śmiertelnego skoku gotowy
Jak łosoś niestrudzony
do Źródła pod prąd płynąć
by umrzeć tam
aby żyć Wiecznie…

Odyseja

Poprzez bitewne pola
morza głębią rażące
poprzez dzikie sztormy
huragany niszczące
wraca Odys do domu
spod Troi płonącej…

Na nic honory i sława
bitewnych pól chwała
diamenty i klejnoty
pałace złotem płynące

Rubiny i szafiry
boskich kochanek rozkosze
puchary pełne ambrozji
w rękach Bogów brzęczące

Na nic wielkie czyny
odwiecznym echem bijące
cyklopi i tytani
krainy przygodą nęcące

Wszystko to niczym jest
martwym cieniem się zdaje
do  tęsknoty Serca Jego
by do domu wrócić swego

Do wiernej żony
i syna kochanego
do życia zwyczajnego
by człowieczeństwa dotknąć swego

W kosmiczną Odyseję
wyruszyć nadszedł czas
co gwiezdną jest  Legendą
w Sercu każdego z Nas

Na nieznanym wybrzeżu
falami czasu smaganym
zatraciliśmy siebie
portu Miłości  szukamy

I odległe Planety
co wyspami się stały
na Życia Oceanie
w jeden Ląd składamy

Dźwięków wszystkich jeszcze nie zagrano…
Nie zaśpiewano wszystkich pieśni…

Nie zapachniały  wszystkie kwiaty…
Słów wszystkich nie wypowiedziano…

 Nie rozświetlono wszystkich przestrzeni
Co nieprzebytą ciemnością się zdają…

O Nieskończoności moja Miła…
Pozwalasz Sercu memu kochać jeszcze mocniej…

Rozświetlać ciemne nieboskłonu bramy…
Rozsadzać nieznanego ramy…

Ukryci w głębinach czasu
przyczajeni między wymiarami

Na Świecie gdzie Słońce świeci
listy do Księżyca wysyłamy

Początek swój i Koniec
w rozpaczy czasu poznamy

W samotności z wyższym Ja
Narodzin i Śmierci taniec wykonamy

Do Końca co początkiem Jest
bez oklasków się doczołgamy

Na strunach nieskończoności
gdzie nie ma już nic

Gdzie są Wszyscy i Wszystko
zagramy…

Jesteśmy

Jesteśmy Tęczą
rozświetlającą Nasze Ciała

Blaskiem Gwiazd
świecącym w Naszych Oczach

Pulsem Wszechświata
krążącym w Naszych Żyłach

Nieskończoności biciem
tętniącym w Naszych Sercach

Serce

Nie przeczytasz nigdzie
nie dowiesz się nigdy
złudne poszukiwania

Jak Serca bicie
co uchwycić chcieli
mędrcy tego Świata

I Serca bicie
w kamieniu wyryli
i księgach opisali

A prostotę Jego
głupotą nazwali
Wieczną Miłość wyśmiali

Świt

Niebo jest przejrzyste
u schyłku tej nocy
jak zaklętą cisza
przed burzami jest

I Gwiazdy świecą
mocno jasno tak
jakby świat mój jednością
w końcu stać się miał

Teraz o poranku
budząc się z niemocy
widzę
sen mój galaktyczny
co tak długo śniłem
że na Ziemi kiedyś
jako Człowiek żyłem

Ulica Słoneczna

Na ulicy Słonecznej
deszcz złoty z Nieba spada
w jego kroplach tańczy światło
jak w Twoich oczach
nasz los jak liście
z gwiezdnym pyłem wiruje

Na ulicy Słonecznej
każde słowo jest poezją
każdy dźwięk muzyką
Słychać pieśń prastarą
dawno zapomnianą
że wolni  już jesteśmy
i Ludzkość ukochana
po raz kolejny wygrała

Przemysław Bortnowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *